wtorek, 15 stycznia 2013

Wzór dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - Téléthon

W pierwszym poście wspomniałem, że będę odbiegał od tematów "marketingu popularnego" (reklama, e-marketing, social media) którego specjalistów jest pewnie więcej niż ogółem inżynierów w całej Polsce. Przecież marketing można spotkać wszędzie. Nawet w takich niepozornych organizacjach charytatywnych. W końcu te instytucje też w swój sposób pozyskują pieniądze i konkurują z innymi fundacjami w pozyskiwaniu pieniędzy.

Dawniej, instytucje charytatywne rzeczywiście były non-profit a dziś w Polsce nawet wykupują płatne reklamy w celu pozyskania 1% naszego podatku. Taka determinacja w pozyskiwaniu środków rzeczywiście może stawiać pytanie czy ta działalność ma rzeczywiście charakter non-profit.

W miniony weekend odbyła się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (WOŚP). We Francji nie ma wielkiej orkiestry ale jest Téléthon. Wielka akcja przy współudziale kilkuset tysięcy wolontariuszy na terenie całego kraju i przy ogromnym wsparciu publicznej telewizji i gwiazd. To tak w skrócie. Nazwa Téléthon jest znana w wielu krajach jednak de facto są to raczej odmienne inicjatywy i łączy je jedynie ogólna idea.

[caption id="attachment_135" align="aligncenter" width="320"] Logo fundacji Téléthon lecz w użyciu jest również wiele innych.[/caption]

Wspierać wszystkie dzieci czy chore na rzadkie choroby?


WOŚP zbiera pieniądze głównie z przeznaczeniem dla dzieci (w tym roku również dla osób starszych). Należy przy tym dodać, że w każdym roku cel jest inny (dzieci poszkodowane w wypadkach, wcześniaki itd.). We Francji każdego roku cel jest taki sam: przeciwdziałanie rzadkim chorobom genetycznym.

W Polsce głównym beneficjentem są szpitale (kupuje się m.in. karetki, inkubatory). Natomiast we Francji uważa się, że takie kupno urządzeń niezbędnych do ratowania życia jest obowiązkiem państwa. Przecież każdy pracownik płaci składkę, z której się finansuje opiekę zdrowotną. Z Téléthonu pieniądze są głównie przeznaczone na badania i rozwój („żeby zrozumieć choroby genetyczne”). Część zdobytych środków jest również przeznaczona na bezpośrednią pomoc w celu poprawienia warunków życia niepełnosprawnym (np. finansowanie zakładów opieki czy zakupu wózka inwalidzkiego).

Ze względu na swój cel Téléthon budzi kontrowersje. 100 milionów euro, które potrafi uzbierać w ciągu jednej akcji jest według niektórych zbyt dużą sumą jak na badania nad rzadko spotykanymi chorobami. Te pieniądze można byłoby przeznaczyć na kwestie, które znacznie częściej dotykają społeczeństwo (nowotwory, choroby układu krwionośnego). Poza tym dokładnie nie wiadomo na co tak ogromna suma pieniędzy jest przeznaczona. Polacy nie mają takich problemów z Owsiakiem. Mogą oni spotkać w każdym szpitalu urządzenia zakupione dzięki fundacji Jurka Owsiaka. I chyba nikt nie ma wątpliwości, że cel związany z ratowaniem zdrowia i życia dzieci jest jak najbardziej słuszny.

[caption id="attachment_127" align="aligncenter" width="537"] Téléthon 2009. Na ten moment uzyskano deklaracji wpłat na kwotę ponad 90 mln euro ale jak co roku rzeczywiste wpływy będą znacznie większe.
Źródło: ladmedia.fr[/caption]

Przed czy po świętach?


Nazwa Téléthon można dosłownie przetłumaczyć jako „telewizyjny maraton”. Trwa 30 godzin, od piątku wieczorem, kiedy ludzie wracają z pracy do soboty w nocy. Więc w przeciwieństwie do WOŚP wolontariusze Force T (tak się nazywa wolontariuszy Téléthonu) nie uzbierają datków od chodzących w niedziele do kościoła. Zresztą większość Francuzów nie jest praktykującymi katolikami a niedzielne msze odeszły w zapomnienie.

Orkiestra jest świąteczna tylko z nazwy. Odbywa się zazwyczaj w drugą niedzielę stycznia, kiedy już ściąga się mikołajowe dekoracje i zapomina o świętach. Klimat nadchodzących świąt można natomiast poczuć podczas Téléthonu, który odbywa się w pierwszy weekend grudnia, podczas pierwszych dni przedświątecznej gorączki zakupów. Zamiast przed kościołami, wolontariusze zbierają się przy specjalnie przygotowanych stanowiskach w różnych punktach miasta i w centrach handlowych, gdzie często są również organizowane różne pokazy. Na jednym z takich pokazów w multipleksie w Dunkierce mogłem zobaczyć pokaz szermierki na wózkach. Jednak należało się mu przyglądać z ostrożnością i bezpiecznej odległości. Zbytnie zainteresowanie szermierką na wózkach groziło podejściem wolontariusza z pytaniem o „czy wspomoże Pan badania nad genetycznymi chorobami nerwowo-mięśniowymi”. A ciężko jest takiemu wolontariuszowi odmówić ;)

[caption id="attachment_131" align="aligncenter" width="576"] Pokaz fitnessu na wózkach podczas Téléthonu 2012 w Nicei. Przy okazji zwróciłbym uwagę na pogodę panującą w grudniu na Lazurowym Wybrzeżu.
Źródło: flickr.com[/caption]

Marketing


Moim zdaniem WOŚP jest świetnie przemyślany pod względem marketingowym. Trafionym pomysłem było rozdawanie słynnych czerwonych naklejek w zamian za symboliczny datek. W dniu akcji wiele z nas je dumnie przykleja na swoim ubraniu w widocznym miejscu. Wpłynęło to na rozpoznawalność całej akcji, no bo kto z nas nie kojarzy czerwonego serduszka WOŚP? A ile osób kojarzy logo np. Fundacji TVN – Nie Jesteś Sam, czy Polskiej Akcji Humanitarnej? I potrafi wymienić jakikolwiek event zorganizowany przez te Fundację? A Wielką Orkiestrę kojarzą wszyscy.

Zresztą sukces WOŚP to nie tylko logo. Również symbole takie jak ubiór i styl Jurka Owsiaka, niezły PR (współpraca ze wszystkimi rodzajami mediów) czy nawet Przystanek Woodstock, które co roku przyciąga kilkaset tysięcy młodych ludzi i stał się jednym z największych festiwali muzycznych w Europie. Wszystkie te symbole WOŚP-u stanowią elementy tożsamości marketingowej fundacji , która wyróżnia ją na tle innych i wpływają na jej wizerunek.

Natomiast francuski Téléthon w porównaniu do WOŚP jest mdły i bez elementów charakterystycznych. Jest wiele problemów związanych z  identyfikacją marki. Różne loga są stosowane przy transmisji telewizyjnej, przy organizacji eventów a także inne logo posiada sama Fundacja Téléthonu.

Trudno się się z francuską akcją utożsamić. W Polsce każdy kto chce pokazać, że popiera inicjatywę Jurka Owsiaka przykleja w widocznym miejscu serduszko. We Francji dopiero kilka lat temu wpadnięto na pomysł na malowanie swojej twarzy w kolorach Téléthonu lecz nie jest to zbyt wygodna metoda jeśli chce się ją stosować na dużą skalę.

Téléthon ma charakter bardziej poważny. Orkiestra to radosna impreza która trwa „do końca świata i o jeden dzień dłużej” (nawiasem mówiąc, czyżby przestała grać 22 grudnia 2012 roku?). Oczywiście, że można spotkać we Francji rozrywkowe elementy takie jak występy gwiazd czy też popularne we Francji flash moby (we Francji tym terminem jest określany synchroniczny taniec dużej grupy osób do wybranej muzyki a nie jak w Polsce zbiorowisko nastolatków w centrach handlowych). Ale i tak mają one charakter przerywników debat dotyczących chorób genetycznych i niepełnosprawności. A Owsiak stara się nie pokazywać losów biednych dzieci i bardziej skupia się na pokazywaniu efektów swojej pracy.

[caption id="attachment_130" align="aligncenter" width="567"] Téléthon chwyta wielu telewidzów za serce opowiadając wzruszające historie chorych dzieci. Jednak czy nie jest to gra na litość?
Źródło: europe1.fr[/caption]

Gdzie ta kasa?


WOŚP pozyskuje pieniądze dzięki swoim wolontariuszom, którzy na ulicach miast zbierają datki do oznakowanych puszek. Jednak z reguły nie są to wielkie kwoty, zazwyczaj przeważają monety jedno lub dwu złotowe a banknoty należą do rzadkości (Polak pomyśli, po co przepłacać za czerwoną naklejkę). Force T  raczej nie bawi się w zbieranie „kilkudziesięciu centów” tak jak wolontariusze Jurka Owsiaka. Ze święcą tu szukać puszek do których można wrzucać swoje datki.

Najważniejszym elementem zbiórki pieniędzy podczas Téléthonu jest specjalny numer telefonu 3637. Dzwoniąc pod ten numer Francuzi mogą dokonywać „obietnic” wpłaty na konto Téléthonu. Przecież łatwiej jest złożyć obietnicę niż rzeczywiście zapłacić. A sumienie później nie pozwala na wycofanie się z tej deklaracji No i wiadomo raczej Francuz nie zadzwoni z deklaracją wpłaty kilkudziesięciu centów, a raczej minimum kilkudziesięciu euro (jeśli nie więcej). Nawet na stronie internetowej Téléthonu minimalna rekomendowana wpłata wynosi… 35 euro! Można oczywiście wpłacać mniej ale skromne wpłaty raczej są mniej mile widziane.

Drugim źródłem pozyskiwania funduszy są tzw. manifestacje lokalne, które z reguły polegają na różnych akacjach na ulicach miast czy centrach handlowych. Co ważne Ci wolontariusze raczej nie zbierają gotówki a deklaracje wpłaty (przynajmniej ja nie spotkałem żadnej zbiórki gotówki).

Poza tym wolontariusze nie tylko proszą o datki. Jednym z głównych ich zadań jest… informowanie darczyńców jak zapłacić mniejszy podatek dochodowy dzięki wspomożeniu „Force T”. Według francuskiego prawa, każdy może odliczyć od podatku aż do 60% dotacji. Wystarczy jedynie przy składaniu deklaracji podatkowej przedstawić papier od Téléthonu o dokonanej wpłacie, który jest przesyłany pocztą lub na maila (Poczta Francuska finansuje wszystkie liste Téléthonu z dokumentami do darczyńców).

[caption id="attachment_129" align="aligncenter" width="576"] Force T we francuskim mieście Pau wspiera Téléthon 2010 i zachęca do składania deklaracji wpłat pod numerem telefonu 3637.
Źródło: facebook.com/telethon[/caption]

Co skuteczniejsze?

Porównując sumy pozyskanych środków znacznie bardziej skuteczne w pozyskiwaniu środków jest Téléthon. W 2011 r. zebrano w sumie 94 mln euro, a we wcześniejszych latach udało się pozyskać nawet ponad 100 milionów euro. WOŚP ze swoimi 12 mln euro (50 mln złotych) wypada dość blado. Nawet biorąc pod uwagę różnicę w zamożności społeczeństwa Owsiak pozostaje w tyle za Téléthonem.

Więc lepiej nie bawić się w zbieranie „drobniaków” nawet kosztem popularyzacji całej akcji charytatywnej. Jeśli chce się więcej zarobić to trzeba skupić się na pozyskiwaniu hojniejszych darczyńców i większych jednorazowych datków. Przecież bardziej efektywniejsze będzie pozyskanie jednej osoby która wpłaci 35 euro niż 100 osób wpłacających złotówkę.

Należy tutaj wspomnieć, że Owsiak również zbiera datki w modelu francuskim. Również można dzwonić i np. licytować złote serduszka. Jednak ta metoda zbierania funduszy jest raczej przeznaczona dla najbogatszych darczyńców natomiast we Francji zadzwonić może każdy.

Dodatkowym czynnikiem przesądzającym o większym sukcesie Téléthon jest sposób zbierania pieniędzy. W Polsce wolontariusze zbierają gotówkę. Tematem tabu jest okradanie puszek WOŚP-u przez wolontariuszy. Wiadomo przecież, że 15-letnie chłopaki o niezbyt grzecznych twarzach nie będą działali wyłącznie w dobrej wierze. Co roku część wolontariuszy sama sobie przyznaje „prowizje” za stanie z puszką na mrozie przez cały dzień. Natomiast we Francji są zbierane deklaracje a następnie osoby zdeklarowane same wpłacają pieniądze na konto. Zresztą znając Francuzów to i tak do takiego celu chętnie używaliby wystawianych imiennie czeków, których nikt niepowołany by ich nie zrealizował.

Tak czy inaczej życzę Owsiakowi coraz większych sukcesów. Chyba to jedyna Fundacja, która pozyskuje środki dla nas wszystkich a nie na pojedyncze przypadki. Szpitale są pełne urządzeń, które są oklejone czerwonymi serduszkami. Natomiast Téléthon może nie ratuje zbyt wiele istnień ludzkich ale z ekonomicznego punktu widzenia mocno wpływa na innowacyjność i zarazem na gospodarkę Francji. Dzięki niemu jest jednym ze światowych liderów w medycynie a efekty swoich badań może eksportować za granicę. I w ten sposób pozyskiwać pośrednio środki na bieżącą działalność szpitali. A luka rozwojowa pogłębia się dalej.

 

Źródło grafiki głównej: facebook.com/telethon

piątek, 11 stycznia 2013

Jak francuscy listonosze dorabiają do pensji? Sprzedając Almanach du Facteur.

Końcówka roku to dla części z nas bardzo intensywny okres. Księgowi walczą z zamknięciem roku rachunkowego, gosposie domowe walczą z garnkami i miotłami podczas przygotowań do świąt. Również listonosze. Lecz nie mam tu na myśli dostarczania kartek z życzeniami. W grudniu francuscy dostarczyciele listów wcielają się w rolę prawdziwych przedstawicieli handlowych.

Almanach du Facteur czyli Almanach od Listonosza.


Już w XIX w. francuska La Poste znalazła sposób jak w łatwy sposób zwiększyć swoje zyski. W czasach gdy nikt nie myślał poważnie o planach handlowych i ekonomii przedsiębiorstw. A pomysł był banalnie prosty. Sprzedawanie poprzez listonoszy Almanach du Facteur czyli kalendarzy. A właściwie tekturki ze spisem dni i miesięcy w danym roku wraz z imieninami na tle słodkiego kotka czy innego ładnego zdjęcia. Do wyboru do koloru. Często zawierają w sobie (z reguły po drugiej stronie „tekturki”) inne praktyczne informacje np. mapę regionu, numery telefonów do instytucji publicznych, godziny przypływów i odpływów morskich (jak ktoś mieszka w Normandii jest to całkiem istotna informacja) a nawet… daty jarmarków i przyjazdów wesołych miasteczek.

[caption id="attachment_105" align="aligncenter" width="573"] Kalendarze z kotkami od wielu lat sprzedają się najlepiej. A im słodszy tym lepiej. Tutaj kalendarz z departamentu Pas de Calais z 1990 r.
Źródło: http://legrenierdemimi.over-blog.com[/caption]

Niegdyś Almanach du Facteur był niemal w każdym francuskim domu i do dzisiaj wiele francuskich rodzin nie potrafi przeżyć bez niego kolejnego roku. Ma swoje stałe miejsce w domu i na dobre wpisał się w wystrój mieszkania. Jego sukces skłonił inne grupy zawodowe do sprzedaży własnych wersji kalendarzy. Swoje Almanachy mają również strażacy a nawet… śmieciarze. Niektórzy chodzą z kalendarzami po domach już od października, żeby być pierwsi.

[caption id="attachment_102" align="aligncenter" width="491"] W kalendarzach od francuskich strażaków raczej nie znajdziemy słodkich kociaków, no chyba że uwięzione wysoko na drzewie. Bo zazwyczaj jest w nich pokazane jak wygląda ich codzienna praca.
Źródło: http://www.france-today.com[/caption]

Poczta Polska próbowała już parę lat temu zwiększyć swoje przychody wykorzystując listonoszy np. do roznoszenia ulotek. Jednak spotkało się to z dużą dezaprobatą listonoszy i ich związków zawodowych. Uważają oni, że już oni wystarczająco przeciążeni więc Poczta Polska najczęściej najmuje zewnętrzne firmy do kolportażu druków bezadresowych. Ale na sprzedaż własnych kalendarzy się jeszcze nie skusiła. Zresztą mocno bym się zdziwił gdyby mój polski listonosz nagle by wyskoczył z takim kalendarzem do sprzedaży.

[caption id="attachment_104" align="aligncenter" width="516"] Natomiast śmieciarze stawiają na sprawdzone motywy przewodnie kalendarzy.
Źródło: lindependant.fr[/caption]

Kalendarze i inne „ładne kolorowe tekturki”

Papier należy do jednych z najtańszych surowców. Dlatego też do wielu listów z rachunkami (np. za telefon) w celu ich obciążenia były dołączane notatniki. Obecnie Poczta Polska straciła swój monopol na przesyłki o wadze mniejszej niż 50g więc raczej nie znajdziemy w skrzynce słynnych „blaszaków” (czyli listów z blaszkami od InPostu) i darmowych notatników.

Więc produkty z kategorii, którą określę „ładne kolorowe tekturki” do której można wliczyć m.in. kartki z życzeniami i torebki papierowe na prezent należą do tych najbardziej zyskownych. Koszty wytworzenia takiej tekturki wynoszą maksymalnie kilkanaście centów. Koszty transportu takich „ładnych kolorowych tekturek” są prawie zerowe. Nie ulegają przeterminowaniu i nie wychodzą szybko z mody więc można je trzymać na stanie w sklepie tak długo aż się je sprzeda. A takie kartki z życzeniami urodzinowymi są sprzedawane za kilka euro (z reguły od 2 € w górę). Natomiast przed świętami chcąc kupić stosunkową małą torebkę na prezent trzeba się liczyć z wydatkiem nawet 3 €! Przyznacie, że to całkiem niezły i dochodowy interes.

[caption id="attachment_106" align="aligncenter" width="496"] I pomyśleć, że takie stoisko z kartkami życzeniowymi jest warte więcej niż np. z produktami spożywczymi.
Źródło: galerieslafayette.com[/caption]

Nawet Francuzi uważają, że wydanie kilku euro za kolorową kartkę papieru to lekka przesada. Jedna z moich koleżanek zamiast kupić to sama przygotowała kartki świąteczno-noworoczne dla swoich najbliższych. Wzięła swój piórnik z kredkami i zaczęła sama kolorować kartki wedle własnego pomysłu. No może akurat w tym przypadku pieniądze dla mojej koleżanki nie były najważniejsze a sam czyn ofiarowania na święta czegoś od serca. Ale z pewnością parę eurocentów w ten sposób zaoszczędziła.

Francja to kraj w którym ciężko jest cokolwiek kupić za mniej niż 1 €. Właściciele sklepów wychodzą z założenia, że nie opłaca się sprzedawać produktów o niskiej wartości. Czynności logistyczne takie jak rozpakowanie, wyłożenie na półkę a później skasowanie produktu przy kasie kosztują firmę cenne sekundy jakie pracownik musi na nie poświęcić. Więc drobne produkty takie jak batoniki, chusteczki czy gumy do żucia sprzedawane są w opakowaniach zbiorczych. A nawet jak znajdzie się jakiś mały sklep na uboczu, który sprzedaje pojedyncze batoniki to należy się spodziewać, że sprzeda nam go po cenie porównywalnej z wielopakiem. Podobnie z „ładnymi kolorowymi tekturkami”. Z tej racji, że raczej nie kupujemy kartek z życzeniami na zapas to należy się liczyć z tym, że ich cena będzie znacznie wyższa niż ich rzeczywista wartość.

Cena? Jedna „co łaska” czyli 10 €

W założeniu cena Almanach du Facteur jest taka jak w kościele za opłatek – czyli tzw. „co łaska”. Ale nie wypada dać mniej niż 10 €. Wiele Francuzów chcąc kupić kalendarz za banknot 5 € spotyka się wręcz z odmową. Listonosze tłumaczą się tym, że oni skupują te kalendarze za pewną cenę i nie opłaca im się sprzedawać kalendarzy „za pół darmo”. Monety wypada dawać jedynie żebrakom na ulicy więc w tym przypadku nie pozostaje nic innego jak ofiarowanie 10 € za zdjęcie kotka.

[caption id="attachment_103" align="aligncenter" width="600"] Nawet Polacy znajdą coś dla siebie. Tutaj kalendarz z wizerunkiem Jana Pawła II.
Źródło: collections.delcampe.fr[/caption]

Przecież taki kalendarz pewnie kosztowałby w sklepie coś w ok. 3 € więc po co mam dawać za niego aż 10 €. Za taką cenę to można nabyć książkę, która ma w sobie znacznie więcej niż zdjęcie szczeniaczka. A kupując taką książkę płacimy przede wszystkim za prawa autorskie a nie za papier. A jakie prawa autorskie może posiadać almanach du facteur? Zdjęcie zwierzaka? Takie obrazki można kupić z Internecie z prawami do komercyjnego użytku już za parę euro.

[caption id="attachment_110" align="aligncenter" width="603"] Czy te szczeniaki nie są warte skromne 10 €?[/caption]

Jednak nie chodzi tu tylko o kalendarz. Jest to również pewna forma rocznego napiwku dla listonosza. Większość zysków ze sprzedaży z reguły idzie do jego kieszeni. W Polsce dawanie drobniaków przy otrzymywaniu emerytury jest powszechne. Dzięki temu budujemy relację i możemy się odwdzięczyć listonoszowi. A wiele Polaków narzeka na , że zamiast listów poleconych dostarcza tylko awizo. Podobnie jest we Francji. Dlatego kupując ten kalendarz za 10 € można liczyć w nadchodzącym roku na to, że wszystkie polecone i przesyłki będą dochodzić nam do drzwi. A nawet wysyłać listy za pośrednictwem listonosza (zamiast wrzucać do skrzynki).

[caption id="attachment_109" align="aligncenter" width="470"] Listonosze nie mają zbyt dużego wyboru ładnych kalendarzy ale kupując je budujemy relacje z naszym częstym gościem.
Źródło: ouest-france.fr[/caption]

Jakie są opinie Francuzów nt. Almanachów? Z reguły negatywne. W czasach gdy kalendarze można dostać za darmo od różnych firm czy znaleźć w gazecie to wydaje się, że kupno kolejnego kalendarza jest bezcelowe. Dodatkowo wiele listonoszy jest bardzo uporczywych. Tak jak nigdy nie można ich spotkać czekając na list to z Almanachem potrafią czekać pod naszymi drzwiami. Do mojego mieszkania aż 3 razy pukała pani listonosz aż w końcu musiałem jej powiedzieć „je ne veux pas le calendrier, au revoir Madame”. Więc muszę liczyć się z tym, że raczej nie dostanę w tym roku żadnej przesyłki z Polski ;)

A poza tym Francuzi zgodnie mówią, że te wszystkie Almanachy są po prostu… brzydkie ;)

[caption id="attachment_107" align="aligncenter" width="558"] Ten kociak może i jest słodki ale raczej nie ozdobi mieszkania. W tym przypadku grafik się nie popisał. Kalendarz od panów śmieciarzy z 2012 r.[/caption]

Na koniec jedna jeszcze historia. Koleżanka kolegi zamawia prenumeratę gazety codziennej. Pod koniec roku słyszy dzwonek do drzwi.

- Bonjour Monsieur.

- Bonjour Madame, sprzedaję Almanach du Facteur, może chciałaby Pani kupić jeden z nich?

- A kim Pan jest? Bo na pewno nie moim facteur (facteur to po polsku listonosz).

- Ale przynoszę Pani codziennie rano gazetę.

- No ale przecież w zeszłym tygodniu był dołączony do Waszej gazety jeden z tych kalendarzy za darmo? Więc dlaczego przynosicie mi kolejny?

 

A jakie są wasze doświadczenia z kalendarzami? Czy w Polsce ktoś wam próbował sprzedać kalendarz do domu?

 

Źródło grafiki głównej: delcampe.fr

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Jak na Trzech Królach zarobić i się dobrze najeść

W Polsce nie mamy tradycji obchodzenia święta Trzech Króli 6 stycznia. Jeszcze do niedawna był to zwykły dzień, w którym uczęszczało się do pracy czy szkoły. Dopiero od 2011 r. 6 stycznia jest ustawowo dniem wolnym. W tym dniu jedynie można było pójść do kościoła, żeby poświęcić kredę i napisać na drzwiach wejściowych K+M+B lub C†M†B (w zależności od wytycznych danej parafii i proboszcza). Od niedawna na ulicach wielu polskich miastach organizuje się Orszaki Trzech Króli. Aczkolwiek ciężko to nazwać tradycją.  Od lat 60. (od kiedy zniesiono dzień wolny) było świętem zapomnianym i nie wyrobiono żadnych zwyczajów z nim związanych.

W wielu krajach święto to stanowi symboliczny koniec obchodów Bożego Narodzenia (kończą się świąteczne ferie) i zarazem jest okazją do spotkania się z rodziną i przyjaciółmi.

We Francji nazywane jest świętem Épiphanie czyli Objawienia Pańskiego. Pomimo, że nad Sekwaną nie jest dniem wolnym od pracy, ale nie stanowi to przeszkody, żeby pierwszy lub drugi weekend stycznia pobiesiadować przy stole się z najbliższymi.

Galette des Rois...


Najważniejszym elementem biesiady obchodzonej z okazji święta Trzech Króli jest ciasto zwane Galette des Rois. Może przypominać szarlotkę, aczkolwiek w sklepach w całej Francji można spotkać różne rodzaje i smaki. Na pierwszy rzut oka może się wydawać że jest to zwykłe ciasto, raczej nie powalające na kolana swoim wyglądem.

[caption id="attachment_91" align="aligncenter" width="501"] Galette des Rois o popularnym na północy Francji smaku migdałowym (Frangipane). Również można spotkać Gallete owocowe czy też ze śmietanowym kremem.
Źródło: 100miles.com[/caption]

fève.


Najważniejszym elementem Galette nie jest w sumie ciasto lecz przede wszystkim małą porcelanowa niespodzianka, która jest zatopiona w cieście. We Francji przybrała ona nawet specjalną nazwę fève. Niektórym z nas może przypominać skromniejszą wersję figurki z Kinder Niespodzinaki.  Dlatego też, pomimo wspaniałego smaku Galette, to należy je jeść powoli. Zbyt zachłanne konsumowanie ciasta może się skończyć tragicznie.

Osoba która znajdzie fève może się poczuć zwycięzcą uczty i zostaje oficjalnie mianowany królem lub królową wieczoru. Podczas uczty znalazca figurki zakłada tekturową koronę, która jest dodawana do każdego opakowania z Galette.

[caption id="attachment_92" align="aligncenter" width="491"] Przykłady małych porcelanowych figurek zwanych fève. W praktyce wybór fève jakie można znaleźć w ciastach jest nieograniczona. Źródło: cuistoshop.com[/caption]

Wydaje się to być nie do pomyślenia, że w dzisiejszych czasach sprzedaję się ciasto, którym można się zadławić. Obecne standardy bezpieczeństwa żywności nie pozwoliłyby na to. Zamiast porcelanowej figurki można byłoby dodać coś co nie zagrażałoby zdrowiu. Ale nie słyszałem nieszczęśliwych wypadkach z połknięciem fève . Poza tym kupując i jedząc Galette ma się świadomość, że w każdej chwili można trafić na coś twardszego i połamać sobie zęby.

Wyroby cukiernicze we Francji nie są tanie, ale cena Galette dla 8 osób wynosi 10 € więc jest w miarę przyzwoita dla przeciętnego Francuza. Więc chętnie objadają się wieloma Galette’ami (tak się odmienia to słowo?) podczas okresu Épiphanie. A ten może trwać aż do końca stycznia do kiedy jest dostępne w sklepach (z tego co donosi blogerka Justyna dla której to już kolejne z rzędu święto Trzech Króli we Francji).

Czynniki sukcesu Galette des Rois.


Nie tylko smak świadczy o popularności tego ciasta. Najważniejszym elementem pod względem marketingowym stanowi ukryta figurka. Na początku istnienia tradycji był to zwykły migdał, później migdały zamieniono na niezbyt ładne posążki związane z tematyką bożonarodzeniową np. małego Jezusa w kołysce. Z biegiem czasu producenci pozwalali na coraz większą swobodę w wyborze fèves. Mogą przedstawiać m.in postacie z popularnych kreskówek wśród dzieci. Natomiast starsi miłośnicy francuskich wypieków mogą się pokusić na figurki przedstawiające zabytki czy cuda architektury. Co kto lubi.

[caption id="attachment_93" align="aligncenter" width="544"] Wielu Francuzów zbiera fève od dzieciństwa i na emeryturze może się pochwalić całkiem niezła kolekcją.
Źródło: ladepeche.fr[/caption]

Dlatego też Francuzi kupują Galette nie tylko z powodu tradycji ale też ze względu na fève. Galette jest pyszne ale ciasta z figurką można kupić tylko w styczniu. Więc jest to jedyna okazja w ciągu roku, żeby powiększyć swoją kolekcję. Oprócz efektu „łapania okazji” dochodzi do tego jeszcze „element niespodzianki”. Tak jak z Kinder Niespodzanką, nie zawsze uda się zdobyć na ciekawą fève. A uczucie trafienia w swoim kawałku na ulubioną postać bajki z dzieciństwa jest porównywalne do uczucia wygranej na loterii.

Dlatego francuskie piekarnie, cukiernie i sieci handlowe prześcigają się w pomysłach na jak najbardziej pożądane i oryginalne figurki, o które później konsumenci będą walczyć chcąc mieć je w swojej prywatnej kolekcji. Dlatego nie zawsze jedno Galette w ciągu roku wystarczy. A dla piekarni i cukierni jest to jeden z najlepszych okresów w roku.

Źródło grafiki głównej: dacreims.com

 

 

 

środa, 2 stycznia 2013

Wyjątkowe otwarcie hipermarketów w niedzielę czyli Auchan rozdaje bony.

Mówi się, że Francja to kraj w którym najbardziej się ceni pracownika. Mała liczba dni pracujących w roku, 7-godzinny dzień pracy, wiele refundacji i jeszcze wiele innych przywilejów które Polacy mogą tylko pozazdrościć (ja najbardziej zazdroszczę refundowanych bonów na lunch). Do niedawna pracownicy sklepy wielkopowierzchniowych we Francji mieli wolne we wszystkie niedziele i święta. W Polsce jak wszyscy wiemy w niedziele każdy supermarket jest otwarty. Ponoć dla dobra pracownika (który dzięki temu ma pracę) a zarazem także i dla dobra klienta. Ale wszyscy wiemy, że głównym beneficjentem są przede wszystkim sieci handlowe.

We Francji hipermarkety właśnie ze względu na dobro pracownika są zamknięte. Zarabiają oni wystarczająco dużo, więc nie potrzebują dorabiać w niedziele (minimalna netto we Francji wynosi ponad 7 €/h). W Polsce słyszałem, że na kasie w pewnym hipermarkecie zarabia się 6 zł/h na umowę zlecenie więc bez przywilejów pracowniczych jakie można spotkać we Francji. Więc „dobro pracownika” może być rozumiane w dwóch różnych krajach Unii Europejskiej zupełnie inaczej.

Lecz nadeszła nowa ustawa…


Francuskie sieci handlowe niezadowolone z tego obrotu sprawy przeforsowali w 2009 podczas rządów Sarkoziego pewne ustępstwa dotyczące niedzielnego handlu (więcej na ten temat na stronach Newsweeka ). Zaczęto nieśmiało otwierać mniejsze supermarkety w niedzielne poranki. Często towarzyszyły temu lokalne akcje reklamowe (czyli spamowanie skrzynek pocztowych kilogramami ulotek i gazetek sklepowymi) a na sklepach widniały ogromne banery z napisem DIMANCHE 9-12 (czyli w niedziele czynne od 9 do 12).

Ouverture exceptionnelle


Nowa ustawa nie dotyczyła hipermarketów. Jednak i one znalazły sposób jak otwierać sklepy w niedziele. Nie mogą być one czynne w święta z wyjątkiem „sytuacji wyjątkowych”. Co można nazwać owym „wyjątkiem”? Sieci handlowe zawsze znajdą jakiś powód. Rozumiem, że przed świętami są pootwierane sklepy. W Polsce można spotkać się z tzw. niedzielami handlowymi, które są ustanawiane przez małych sklepikarzy zazwyczaj ostatnią niedzielę przed świętami. A we Francji ouverture exceptionnelle dotyczyło wszystkich niedziel grudnia (również tą poświąteczną) a także 1 i 11 listopada. Ciężko się tu doszukiwać jakich sytuacji wyjątkowych.

Otwarcie w ostatnią niedzielę przed świętami (na wzór polskiej niedzieli handlowej) jest jeszcze do zrozumienia. W końcu to szczyt zakupowy a sklepy muszą sobie radzić z rozładowaniem tłumów. Ale robiąc z niedzieli zwykły dzień świadczy tylko o tym, że hipermarkety kompletnie nie dbają o tradycję i wypoczynek pracownika oraz starają się jak najwięcej wycisnąć z kieszeni klienta.

Wszystkie ouverture exceptionnelle, które można spotkać w ostatnim czasie mogą stanowić formę badania rynku przed stałą zmianą dni otwarcia. Ponieważ otwarcie sklepów w niedziele wcale nie musi wpływać pozytywnie na wyniki finansowe. Może otwarcie sklepu w niedziele przyniesie niezłe zyski ale co z tego skoro wpływy z soboty i poniedziałku mogą znacząco spaść. Więc pewnie analitycy wielkich korporacji eksperymentują i kalkujują czy otwieranie hipermarketów 7 dni w tygodniu jest opłacalne.

Sklep czynny a mimo to… pusty


Ouverture exceptionnelle to jedno a przyzwyczajenia klienta to drugie. No bo co z tego, że sklepy w niedziele zostały otwarte skoro Francuz ma inne plany na ostatni dzień tygodnia. No to więc jak zachęcić? Auchan stawia na rozdawnictwo. Z marketingowego punktu widzenia rabaty i konkursy są traktowane jako akt desperacji marketingowców w celu przyciągnięcia klienta. Czy już spamowanie skrzynek pocztowych kilogramami ulotek i gazetek nie wystarcza? Widocznie nie.

[caption id="attachment_83" align="aligncenter" width="466"] Okładka gazetki Auchan z kuponem na 8 € do wycięcia. Wystarczy dać kasjerce a ona już wie co z nim robić.[/caption]

Auchan próbując zachęcić klientów do zakupów w ostatni dzień tygodnia dając klientom bon o wartości 8 € przy zakupach minimum 100 €.  Bon na praktycznie wszystkie produkty (również te przecenione) z tym że musiał być wykorzystany w poświąteczna niedziele - 30 grudnia. Wychodzi na to, zniżka wynosi 8%. Brzmi nieźle. No może nie 8% bo raczej mało który paragon będzie opiewał na kwotę równą 100 € ale nawet 5% rabat jest opłacalny dla klienta. Myślę, że marża na wielu produktach nie przekracza 8% więc Auchan raczej nie zamierza zarobić kokosów na rozdawnictwu bonów. Pewnie nawet zakłada, że może być stratny na tej całej akcji. Auchan chce tylko przekonać Francuza do robienia zakupów w niedziele. A dzięki bonowi klient może mieć wrażenie, że rzeczywiście ma do czynienia sytuacją wyjątkową więc korzystając z niespotykanej okazji zmieni plany i pojedzie na zakupy. Plany zmieni raz, później drugi i kolejny i wreszcie zamiast spędzać każdą niedzielę przed TV to będzie jeździł na zakupy.

A arabska mniejszość się cieszy


Osobiście przychodząc do Auchan w niedziele zauważyłem znacznie większy odsetek Arabów niż normalnie. Pewnie Arabów było mniej więcej tyle samo co zawsze a tylko rodowici Francuzi inaczej spędzają ostatni dzień tygodnia. A dla islamskiej mniejszości to przecież dla nich normalny dzień tygodnia bo świętym dniem  jest natomiast piątek, a sobota jest dniem sabatu. A niedziela to tylko taki zwykły poniedziałek, tyle że wolny od pracy.

Źródło grafiki głównej: rtl.fr