piątek, 11 stycznia 2013

Jak francuscy listonosze dorabiają do pensji? Sprzedając Almanach du Facteur.

Końcówka roku to dla części z nas bardzo intensywny okres. Księgowi walczą z zamknięciem roku rachunkowego, gosposie domowe walczą z garnkami i miotłami podczas przygotowań do świąt. Również listonosze. Lecz nie mam tu na myśli dostarczania kartek z życzeniami. W grudniu francuscy dostarczyciele listów wcielają się w rolę prawdziwych przedstawicieli handlowych.

Almanach du Facteur czyli Almanach od Listonosza.


Już w XIX w. francuska La Poste znalazła sposób jak w łatwy sposób zwiększyć swoje zyski. W czasach gdy nikt nie myślał poważnie o planach handlowych i ekonomii przedsiębiorstw. A pomysł był banalnie prosty. Sprzedawanie poprzez listonoszy Almanach du Facteur czyli kalendarzy. A właściwie tekturki ze spisem dni i miesięcy w danym roku wraz z imieninami na tle słodkiego kotka czy innego ładnego zdjęcia. Do wyboru do koloru. Często zawierają w sobie (z reguły po drugiej stronie „tekturki”) inne praktyczne informacje np. mapę regionu, numery telefonów do instytucji publicznych, godziny przypływów i odpływów morskich (jak ktoś mieszka w Normandii jest to całkiem istotna informacja) a nawet… daty jarmarków i przyjazdów wesołych miasteczek.

[caption id="attachment_105" align="aligncenter" width="573"] Kalendarze z kotkami od wielu lat sprzedają się najlepiej. A im słodszy tym lepiej. Tutaj kalendarz z departamentu Pas de Calais z 1990 r.
Źródło: http://legrenierdemimi.over-blog.com[/caption]

Niegdyś Almanach du Facteur był niemal w każdym francuskim domu i do dzisiaj wiele francuskich rodzin nie potrafi przeżyć bez niego kolejnego roku. Ma swoje stałe miejsce w domu i na dobre wpisał się w wystrój mieszkania. Jego sukces skłonił inne grupy zawodowe do sprzedaży własnych wersji kalendarzy. Swoje Almanachy mają również strażacy a nawet… śmieciarze. Niektórzy chodzą z kalendarzami po domach już od października, żeby być pierwsi.

[caption id="attachment_102" align="aligncenter" width="491"] W kalendarzach od francuskich strażaków raczej nie znajdziemy słodkich kociaków, no chyba że uwięzione wysoko na drzewie. Bo zazwyczaj jest w nich pokazane jak wygląda ich codzienna praca.
Źródło: http://www.france-today.com[/caption]

Poczta Polska próbowała już parę lat temu zwiększyć swoje przychody wykorzystując listonoszy np. do roznoszenia ulotek. Jednak spotkało się to z dużą dezaprobatą listonoszy i ich związków zawodowych. Uważają oni, że już oni wystarczająco przeciążeni więc Poczta Polska najczęściej najmuje zewnętrzne firmy do kolportażu druków bezadresowych. Ale na sprzedaż własnych kalendarzy się jeszcze nie skusiła. Zresztą mocno bym się zdziwił gdyby mój polski listonosz nagle by wyskoczył z takim kalendarzem do sprzedaży.

[caption id="attachment_104" align="aligncenter" width="516"] Natomiast śmieciarze stawiają na sprawdzone motywy przewodnie kalendarzy.
Źródło: lindependant.fr[/caption]

Kalendarze i inne „ładne kolorowe tekturki”

Papier należy do jednych z najtańszych surowców. Dlatego też do wielu listów z rachunkami (np. za telefon) w celu ich obciążenia były dołączane notatniki. Obecnie Poczta Polska straciła swój monopol na przesyłki o wadze mniejszej niż 50g więc raczej nie znajdziemy w skrzynce słynnych „blaszaków” (czyli listów z blaszkami od InPostu) i darmowych notatników.

Więc produkty z kategorii, którą określę „ładne kolorowe tekturki” do której można wliczyć m.in. kartki z życzeniami i torebki papierowe na prezent należą do tych najbardziej zyskownych. Koszty wytworzenia takiej tekturki wynoszą maksymalnie kilkanaście centów. Koszty transportu takich „ładnych kolorowych tekturek” są prawie zerowe. Nie ulegają przeterminowaniu i nie wychodzą szybko z mody więc można je trzymać na stanie w sklepie tak długo aż się je sprzeda. A takie kartki z życzeniami urodzinowymi są sprzedawane za kilka euro (z reguły od 2 € w górę). Natomiast przed świętami chcąc kupić stosunkową małą torebkę na prezent trzeba się liczyć z wydatkiem nawet 3 €! Przyznacie, że to całkiem niezły i dochodowy interes.

[caption id="attachment_106" align="aligncenter" width="496"] I pomyśleć, że takie stoisko z kartkami życzeniowymi jest warte więcej niż np. z produktami spożywczymi.
Źródło: galerieslafayette.com[/caption]

Nawet Francuzi uważają, że wydanie kilku euro za kolorową kartkę papieru to lekka przesada. Jedna z moich koleżanek zamiast kupić to sama przygotowała kartki świąteczno-noworoczne dla swoich najbliższych. Wzięła swój piórnik z kredkami i zaczęła sama kolorować kartki wedle własnego pomysłu. No może akurat w tym przypadku pieniądze dla mojej koleżanki nie były najważniejsze a sam czyn ofiarowania na święta czegoś od serca. Ale z pewnością parę eurocentów w ten sposób zaoszczędziła.

Francja to kraj w którym ciężko jest cokolwiek kupić za mniej niż 1 €. Właściciele sklepów wychodzą z założenia, że nie opłaca się sprzedawać produktów o niskiej wartości. Czynności logistyczne takie jak rozpakowanie, wyłożenie na półkę a później skasowanie produktu przy kasie kosztują firmę cenne sekundy jakie pracownik musi na nie poświęcić. Więc drobne produkty takie jak batoniki, chusteczki czy gumy do żucia sprzedawane są w opakowaniach zbiorczych. A nawet jak znajdzie się jakiś mały sklep na uboczu, który sprzedaje pojedyncze batoniki to należy się spodziewać, że sprzeda nam go po cenie porównywalnej z wielopakiem. Podobnie z „ładnymi kolorowymi tekturkami”. Z tej racji, że raczej nie kupujemy kartek z życzeniami na zapas to należy się liczyć z tym, że ich cena będzie znacznie wyższa niż ich rzeczywista wartość.

Cena? Jedna „co łaska” czyli 10 €

W założeniu cena Almanach du Facteur jest taka jak w kościele za opłatek – czyli tzw. „co łaska”. Ale nie wypada dać mniej niż 10 €. Wiele Francuzów chcąc kupić kalendarz za banknot 5 € spotyka się wręcz z odmową. Listonosze tłumaczą się tym, że oni skupują te kalendarze za pewną cenę i nie opłaca im się sprzedawać kalendarzy „za pół darmo”. Monety wypada dawać jedynie żebrakom na ulicy więc w tym przypadku nie pozostaje nic innego jak ofiarowanie 10 € za zdjęcie kotka.

[caption id="attachment_103" align="aligncenter" width="600"] Nawet Polacy znajdą coś dla siebie. Tutaj kalendarz z wizerunkiem Jana Pawła II.
Źródło: collections.delcampe.fr[/caption]

Przecież taki kalendarz pewnie kosztowałby w sklepie coś w ok. 3 € więc po co mam dawać za niego aż 10 €. Za taką cenę to można nabyć książkę, która ma w sobie znacznie więcej niż zdjęcie szczeniaczka. A kupując taką książkę płacimy przede wszystkim za prawa autorskie a nie za papier. A jakie prawa autorskie może posiadać almanach du facteur? Zdjęcie zwierzaka? Takie obrazki można kupić z Internecie z prawami do komercyjnego użytku już za parę euro.

[caption id="attachment_110" align="aligncenter" width="603"] Czy te szczeniaki nie są warte skromne 10 €?[/caption]

Jednak nie chodzi tu tylko o kalendarz. Jest to również pewna forma rocznego napiwku dla listonosza. Większość zysków ze sprzedaży z reguły idzie do jego kieszeni. W Polsce dawanie drobniaków przy otrzymywaniu emerytury jest powszechne. Dzięki temu budujemy relację i możemy się odwdzięczyć listonoszowi. A wiele Polaków narzeka na , że zamiast listów poleconych dostarcza tylko awizo. Podobnie jest we Francji. Dlatego kupując ten kalendarz za 10 € można liczyć w nadchodzącym roku na to, że wszystkie polecone i przesyłki będą dochodzić nam do drzwi. A nawet wysyłać listy za pośrednictwem listonosza (zamiast wrzucać do skrzynki).

[caption id="attachment_109" align="aligncenter" width="470"] Listonosze nie mają zbyt dużego wyboru ładnych kalendarzy ale kupując je budujemy relacje z naszym częstym gościem.
Źródło: ouest-france.fr[/caption]

Jakie są opinie Francuzów nt. Almanachów? Z reguły negatywne. W czasach gdy kalendarze można dostać za darmo od różnych firm czy znaleźć w gazecie to wydaje się, że kupno kolejnego kalendarza jest bezcelowe. Dodatkowo wiele listonoszy jest bardzo uporczywych. Tak jak nigdy nie można ich spotkać czekając na list to z Almanachem potrafią czekać pod naszymi drzwiami. Do mojego mieszkania aż 3 razy pukała pani listonosz aż w końcu musiałem jej powiedzieć „je ne veux pas le calendrier, au revoir Madame”. Więc muszę liczyć się z tym, że raczej nie dostanę w tym roku żadnej przesyłki z Polski ;)

A poza tym Francuzi zgodnie mówią, że te wszystkie Almanachy są po prostu… brzydkie ;)

[caption id="attachment_107" align="aligncenter" width="558"] Ten kociak może i jest słodki ale raczej nie ozdobi mieszkania. W tym przypadku grafik się nie popisał. Kalendarz od panów śmieciarzy z 2012 r.[/caption]

Na koniec jedna jeszcze historia. Koleżanka kolegi zamawia prenumeratę gazety codziennej. Pod koniec roku słyszy dzwonek do drzwi.

- Bonjour Monsieur.

- Bonjour Madame, sprzedaję Almanach du Facteur, może chciałaby Pani kupić jeden z nich?

- A kim Pan jest? Bo na pewno nie moim facteur (facteur to po polsku listonosz).

- Ale przynoszę Pani codziennie rano gazetę.

- No ale przecież w zeszłym tygodniu był dołączony do Waszej gazety jeden z tych kalendarzy za darmo? Więc dlaczego przynosicie mi kolejny?

 

A jakie są wasze doświadczenia z kalendarzami? Czy w Polsce ktoś wam próbował sprzedać kalendarz do domu?

 

Źródło grafiki głównej: delcampe.fr

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy wpis. Nawet nie tak dawno widziałam we francuskiej telewizji reportaż o tym. Oprócz listonoszy i strażaków po domach chodzą też policjanci :) Jeśli chodzi o śmieciarzy, to słyszałam, że oni nie mają pozwolenia na sprzedawanie kalendarzy. Nawet ostrzegali przed "arnaquers", którzy próbowali wcisnąć mini kalendarze wydrukowane na świstku papieru. Rozmawiałam nawet o tym z moimi francuskimi znajomymi i słyszałam głównie głosy sprzeciwu. Większość kupiłaby kalendarz od strażaka, ponieważ często są to wolontariusze, ale za żadne skarby nie kupiłaby od listonosza, głównie dlatego że ci źle wykonują swoją pracę. Nadawca płaci za dostawę przesyłki do domu, a w skrzynce często odbiorca znajduje aviso (nawet jeśli jest w domu) i musi sam biegać na pocztę.Chociaż ja na moich listonoszy w tej materii nie mogę narzekać.
    Jeśli chodzi o polskie realia, pochodzę ze wsi i co roku kupuje się u mnie w domu kalendarz od strażaków z lokalnej ochotniczej straży pożarnej :)

    PS. Czy dałoby się ustawić na Twoim blogu "śledzenie komentarzy"? Bardzo przydatna funkcja :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak szukałem zdjęć do artykułu to natykałem się na czarno-białe kalendarze wydrukowane na domowej drukarce i to jeszcze na podżółciałym papierze. Później jak się wczytałem w artykuł chodziło oczywiście o fałszywych śmieciarzy bo to aż wstyd takie coś sprzedawać. A swoich śmieciarzy z reguły nie znamy więc łatwo się pod nich podszyć.

    Również w Polsce listonosze dla wielu osób przynoszą tylko aviso. Dlatego czasem chyba warto kupić taki kalendarz raz do roku a później się nie martwić o dostarczanie listów. W moim rodzinnym domu mamy tak dobre relacje z listonoszem, że czasem telefonuje do nas czy jesteśmy w domu bo ma dla nas przesyłkę czy emeryturę. Ale my mu dajemy niewielki napiwek, może dlatego ;)

    Nie wiedziałem, że tradycja sprzedawania kalendarzy istnieje. Ciekawi mnie czy od Poczty Polskiej też można kupić kalendarz.

    Co do śledzenia komentarzy to jak korzystasz z RSS (np. Czytnik Google) to wystarczy dodać link http://www.marketing-francais.pl/comments/feed/ ale to dotyczy wszystkich komentarzy ze strony. Ale spróbuje znaleźć jakiś lepszy sposób. Szukałem widgetów do komentarzy ale po zainstalowaniu jednego rozsypała mi się stronka (na szczęście nie ta, tylko testowa).

    OdpowiedzUsuń