Wydawało się, że celebryci dla nas robili już prawie wszystko. Tańczyli, śpiewali i jeździli na lodzie a nawet występowali w cyrku. Jednak Holendrzy znaleźli jeszcze coś czego gwiazdy nie robili - a mianowicie jeszcze nie skakali do wody. Holenderskie telewizje są w światowej czołówce tworzenia nowych formatów, których później licencje są wykupywane na całym świecie (stąd właśnie wywodzą się takie hity jak Big Brother czy The Voice).
Pomysł wydawał się niezły – łączył w sobie elementy artystyczne (tak jak w tańcu) wraz z elementami odwagi (kto pamięta polsatowski Gwiezdny Cyrk)? Program wręcz skazany na sukces. Dlatego też w Holandii w sierpniu 2012 r. wystartowała pierwsza edycja tego formatu pod nazwą SPLASH! A niedługo później telewizje z całego świata zaczęły się ubiegać o licencję na krajowe wersję programu.
http://www.youtube.com/watch?v=52whdA1gQDM
W szczególności w Wielkiej Brytanii gdzie skoki do wody stały się jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych za sprawą młodziutkiego Toma Daley'a, który zdobył brązowy medal na igrzyskach w Londynie. We Francji skoki do wody również są znanym sportem. Więc program zaledwie po paru tygodniach od premiery na Wyspach, wystartował w największej francuskiej telewizji TF1.
Zasady programu są proste. Każdy celebryta wykonuje skok do wody z jednej z czterech wybranych wysokości (3m, 5m, 7,5m, 10m), który jest oceniany przez jury. Tak jak w innych programach tego typu. Tylko, że tutaj jury ocenia osobno technikę i odwagę. W końcu na skok z najwyższej 10m wieży decydują się tylko nieliczni.
Wielu uczestników udział w programie stanowiło wyzwanie. Musieli się zmierzyć ze swoimi fobiami jakimi są lęk wysokości czy strach przed wodą. A telewidzowie lubią takie rzeczy oglądać.
TF1 specjalizuje się w programach z wszelkiego rodzaju celebrytami. Wiele z tych programów celuje w niewymagającego odbiorcę oczekującego prostej rozrywki. Często są one „niskiego polotu” a powiedziałbym, że wręcz ogłupiających. Format wręcz stworzony dla tej stacji.
Program oczywiście został dostosowany do poziomu potencjalnych odbiorców TF1. Dlatego też wśród wielu telewidzów wzbudził emocje skok starszego uczestnika pewnego reality show, który nawet nie umie pływać. Jego próba skoku wyglądała dość komicznie aczkolwiek wielu innych telewidzów ten skok mógł tylko zażenować. Tutaj możecie go zobaczyć.
Oczywiście „wartością” tego programu dla wielu innych liczyły się walory estetyczne. Przecież nie na co dzień można zobaczyć piękne gwiazdy w strojach kąpielowych np. skaczącą z półsalta w bikini Laury Thilleman - Miss Francji 2011, którą możecie zobaczyć poniżej.
http://www.youtube.com/watch?v=Dm7aphOfjIU
Czy ten format ma szanse na pojawienie się w Polsce?
Polskie gwiazdy raczej nie muszą się obawiać, że będą musiały skakać do wody. Produkcja programu jest zbyt droga jak na warunki polskich stacji, które i ta są w głębokim kryzysie. Wynajęcie i przygotowanie basenu dla potrzeb programu słono kosztuje. Tym bardziej, że niewiele mamy w Polsce obiektów umożliwiające skoki do wody z 10 m wieży. Cała francuska ekipa pracująca przy produkcji musiała się specjalnie przenieść do Strasbourga przy granicy z Niemcami. Co oczywiście wiązało się kosztami logistycznymi. Dlatego też powstały we Francji tylko 3 odcinki programu (2 półfinały i finał).
Poza tym w Polsce nie mamy tradycji skoków do wody. Przecież w tego typu programach czuwa nad realizacją programu sztab specjalistów. Więc prawdopodobnie byśmy musieli importować zawodowych skoczków za wschodniej granicy.
SPLASH! we Francji odniósł umiarkowany sukces. Co prawda oglądalność za każdym razem przekraczała 20% i wygrywała z konkurencyjnymi stacjami lecz od pierwszego odcinka była w tendencji spadkowej co może świadczyć o tym, że telewidzowie nie byli w pełni zadowoleni tym programem.
Opinie na temat show były bardzo krytyczne. Komentatorzy nawet porównywali SPLASH! do „kupy gnoju”. Ale winić można jedynie producentów TF1, którzy chyba przedobrzyli z dostosowaniem formatu do docelowej grupy, która właśnie lubi takie "gnojowate" programy. Później TF1 tłumaczyła się tym, że nie miała wiele czasu, żeby dopracować szczegóły programu ponieważ konkurencyjna stacja planowała start podobnego show.
Osobiście program oceniam na plus. Specyfika formatu sprawia, że show może się lekko dłużyć. Jeden skok trwa zaledwie 2 sekundy i czymś trzeba zapełnić resztę ponad 2-godzinnego programu. Ale jak to ktoś kiedyś powiedział, że „w życiu liczą się tylko chwile” tak jak w telewizji liczą się punkty kulminacyjne, te właśnie 2 sekundy skoku, na który wszyscy czekamy. A taka huśtawka emocji ostatecznie pozytywnie wpływa odbiór programu.
Nie tak dawno skacząc po kanałach, natrafiłam na ten program, zatrzymałam się może na minutę, po czym przeskoczyłam dalej... ;) Faktycznie Francuzi lubią programy, szczególnie reality show, gdzie uczestnicy walczą ze swoimi słabościami, wystawiając na próbę swoje możliwości fizyczne i psychiczne. Wielkim echem odbiła się we Francji informacja o śmierci jednego z uczestników programu Koh-Lanta w pierwszy dzień kręcenia kolejnej edycji. Do tragedii doszło jakieś niecałe dwa tygodnie temu. Dzisiaj natomiast w mediach było głośno o samobójstwie lekarza, który opiekował się tym uczestnikiem. Nie należy zapominać, że tak ekstremalne programy, nie tylko zwiększają słupki oglądalności danej stacji, ale niosą ze sobą również ryzyko utraty zdrowia a nawet życia... TF1 musi mieć teraz niezłego kaca moralnego i trudny orzech do zgryzienia, bo Koh-Lanta była czarnym koniem tej stacji,
OdpowiedzUsuńTeż słyszałem o śmierci uczestnika Koh-Lanty czyli francuskich Robinsonów. Przykra sprawa, tym bardziej, że ponoć zmarł z powodu problemów z sercem i chyba ta sprawa nie jest do końca wyjaśniona. Jak z reguły w tego typu programach czuwa cały sztab specjalistów, którzy są odpowiedzialni za uczestników. Nic więc dziwnego, że doktor nie wytrzymał presji medialnej i zarówno pewnie ze strony kierownictwa stacji, która odwołała tą edycję programu. Co wiąże się z ogromnymi stratami finansowymi i problemami z zapełnieniem ramówki (Koh-Lanta w ramówce letnio-jesiennej była już w TF1 tradycją).
OdpowiedzUsuńA tak naprawdę to wyjeżdżając w tropikalne kraje należy brać pod ryzyko powikłań. Nawet mimo świetnej opieki medycznej na miejscu nie wiadomo jak organizm ludzki się zachowa na miejscu. Tym bardziej, ze to nie pierwsza śmierć na planie Robinsonów (chyba w Bułgarii też ktoś umarł).
Tak a propos to uczestnik Splash, który nie umiał pływać (ten o którym wspomniałem w artykule) stał się sławny właśnie za sprawą udziału w Koh-Lancie.